Julian Drozd - Pogoda dla bogaczy
Szanowny Czytelniku!Z telewizji, radia i prasy dowiadujemy się, że jest wspaniale w naszym uroczym kraju. To oczywiście prawda i nie zamierzamy się z nią spierać. My chcemy tylko znaleźć odpowiedzi na dwa pytania:
1. Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego tutaj czasami trudno wytrzymać.
2. Co zrobić, aby jedyną szansą dla Polaka nie była emigracja.
Zapraszamy do lektury!
Od 1989 roku nie obradował żaden Komitet Wojewódzki PZPR w sprawie rytmicznego zaopatrzenia w chleb. Przestało istnieć Ministerstwo Handlu Wewnętrznego i Usług. Nikt nie planuje, nie zarządza i nie daje wytycznych. Chaos. Wolna amerykanka.
Zanim zapanował chaos biurokratyczni władcy regularnie zapewniali, że już niebawem będzie sznurek do snopowiązałek, cegły, cement, ubranka dla dzieci, a Ostatni Premier PRL zarzekał się, że dla naszych Pań nie zabraknie waty i ligniny.
Wolny rynek. Bardzo łatwo się do niego przyzwyczaić.
A co robią sieroty po systemie centralnego planowania? Czyżby porzucili myśli o planowaniu, zarządzaniu i (zwłaszcza!!!) kontrolowaniu?
Dziennikarze co jakiś czas używają sobie na polskim obyczaju „dłuuuugich weekendów”. Jaka to strata dla gospodarki, jakie obrzydliwe leniuchowanie i ile to do Budżetu pieniędzy nie wpłynie.
Dziwnym trafem nikogo z dziennikarskiej braci nie irytuje inny Rytuał: oto od 1 stycznia każdego roku przetacza się przez Polskę Inwentaryzacja Generalna. Totalne Trzepanie Magazynów trwa co najmniej tydzień. Dziesiątki tysięcy handlowców poświęcają setki tysięcy roboczogodzin na rozwiązywanie rebusów wymyślonych w Ministerstwie Finansów. Nagrodą za tą tytaniczną pracę jest brak kary. Wspaniała nagroda, bo kary są dotkliwe.
Nikt nie wylicza, kto za tą fanaberię płaci. Nikt nie oblicza straconego czasu potencjalnych klientów, którzy odchodzą z kwitkiem od drzwi z napisem „Przepraszamy, inwentaryzacja”.
Nikt nie podlicza strat związanych z dwoma tygodniami zastoju.
W 1998 roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała 14 milionów złotych. Ministerstwo Zdrowia w 1997 roku na swoją działalność otrzymało z Budżetu Państwa 18 miliardów 891 milionów 900 tysięcy złotych (Mały Rocznik Statystyczny 1998 str.337 tab.20). Innymi słowy: Jerzy Owsiak zmobilizował swoich Wolontariuszy i powiększył budżet Ministerstwa Zdrowia o 0,7 promille, a dziennikarze nadali temu rozgłos. Proszę sobie wyobrazić, że podwyższamy komuś zarobki: do każdych 100zł dodajemy 7gr. Ciekawe, kto po takim zasileniu byłby bardziej wdzięczny: minister, dziennikarz, nauczyciel czy emeryt?
Oglądając entuzjastyczne relacje z kwest i licytacji, słuchając wykrzykiwanych kwot musimy sobie zdawać sprawę, że mimochodem rzucona, jednozdaniowa informacja „akcyza na benzynę wzrasta o trzy grosze za litr” mówi o większych pieniądzach dla Budżetu...
Cały ten zgiełk ma odwracać uwagę od rzeczy istotnych: Biurokracja przeżera potworne pieniądze.
Firma „Optimus” eksportowała komputery, po czym je importowała. W ten sposób można było uniknąć płacenia podatku VAT. Metoda była legalna, a później Ministerstwo Finansów uznało, że metoda jest nielegalna. Dziennikarze i politycy pytali ze zgrozą: który urzędnik odpowiada za gehennę Romana Kluski, za katastrofę finansową „Optimusa” i innych, w podobny sposób prześladowanych firm.
Nie było jednak słychać innego pytania: a kto odpowiada za ustawy, które powodują, że bardziej opłaca się importować, niż produkować na miejscu? Przecież to jest do sprawdzenia. Kto napisał projekt ustawy, kto skierował go do Sejmu, kto go w tym Sejmie przegłosował.
***
Podobne obrazki można mnożyć, każdy dodałby coś od siebie, prawda?
Rafał A. Ziemkiewicz napisał kiedyś, że w Polsce „coraz bardziej maleje garstka frajerów, którzy jeszcze robią coś pożytecznego”. Problem polega na tym, że na rzecz cwaniaków, którzy nie robią nic pożytecznego wysila się prawie cała nasza Klasa Polityczna. Pomimo wszystkich pozornych różnic wspólnie wznoszą monstrualnego gruchota biurokracji, potworną gębę przeżerającą mizerne bogactwo naszego biednego Narodu i przerabiającą je na obrzydliwą wydzielinę przepisów, koncesji, atestów, zezwoleń, nakazów i zakazów.
Pasożytnicza władza działa na rzecz pasożytów – to naturalne, czyż nie?
Jeżeli kogoś taka sytuacja niecierpliwi, oburza albo doprowadza do pytania „co można na to poradzić?” powinien uważnie popatrzeć, kogo najzacieklej zwalczają ci, którzy mają wpływy.
Dzisiaj okazało się, że pomysł lustracji nie był złym pomysłem. Czy choć raz w TVP powiedziano, że to był pomysł Unii Polityki Realnej, że przeforsował go w Sejmie poseł Janusz Korwin-Mikke?
Unia Polityki Realnej ma jasną, klarowną koncepcję naprawy naszego Państwa.
Biurokratyczna narośl takiej koncepcji nie popiera, to zrozumiałe. Dlatego UPR szuka poparcia u tych, którzy robią coś pożytecznego.
Zamierzamy pasożytnictwo uczynić ginącą branżą i niniejszym zapraszamy do współpracy!
Julian Drozd
Data dodania: 2010-08-23 20:39:18
Artykul przeczytano 208 razy
logowanie
Statystyki
| Wizyt ogółem | 224355 |
| Wizyt dzisiaj | 38 |
| Wizyt unikalnych dzisiaj | 13 |









