Teologia polityczna we Wrocławiu "Mit Solidarności"
Zakończyła się pierwsza z debat z cyklu „Opozycja po wrocławsku – Wrocław 80/97/2010”. W trakcie debaty w pewnym momencie został podniesiony temat: dlaczego dziedzictwo Solidarności nie jest kultywowane przez młodych Polaków? Czemu współcześnie Solidarność jest tylko pięknym hasłem nie przekładającym się na rzeczywistość? Innymi słowy, czemu w III RP mit Solidarności nie został w dostatecznym stopniu wykorzystany? Odpowiedź na to pytanie chciałbym tu naszkicować, a raczej przypomnieć to, o czym już wielu publicystów pisało.Każda wspólnota polityczna opiera się na jakiś mitach. W dawnych czasach odwoływały się one do mitu wspólnego przodka – dotyczy to przede wszystkim świata grecko-rzymskiego oraz średniowiecznych miast. W czasach nowożytnych mity założycielskie miały inny charakter, ale również były niezbędnym czynnikiem państwowotwórczym. Jest więc rzeczą konieczną, że również III RP taki mit musiała i musi posiadać. Solidarność była doskonałym materiałem na mit założycielski odnowionego państwa: naród buntujący się przeciwko uciskowi, przeciwko zaborcom i niesprawiedliwości jednoczy się by odzyskać niepodległość i podmiotowość. W akcie buntu ma swój udział lud, który organizuje się w duchu republikańskim, oraz elita, która wykorzystuje zaangażowanie ludzi do budowy nowych instytucji i nowego państwa.
Za ://teologiapolityczna.dolnoslazacy.pl/
Bartosz Fingas "Mit Solidarności"
Zakończyła się pierwsza z debat z cyklu „Opozycja po wrocławsku – Wrocław 80/97/2010”. W trakcie debaty w pewnym momencie został podniesiony temat: dlaczego dziedzictwo Solidarności nie jest kultywowane przez młodych Polaków? Czemu współcześnie Solidarność jest tylko pięknym hasłem nie przekładającym się na rzeczywistość? Innymi słowy, czemu w III RP mit Solidarności nie został w dostatecznym stopniu wykorzystany? Odpowiedź na to pytanie chciałbym tu naszkicować, a raczej przypomnieć to, o czym już wielu publicystów pisało.
Każda wspólnota polityczna opiera się na jakiś mitach. W dawnych czasach odwoływały się one do mitu wspólnego przodka – dotyczy to przede wszystkim świata grecko-rzymskiego oraz średniowiecznych miast. W czasach nowożytnych mity założycielskie miały inny charakter, ale również były niezbędnym czynnikiem państwowotwórczym. Jest więc rzeczą konieczną, że również III RP taki mit musiała i musi posiadać.
Solidarność była doskonałym materiałem na mit założycielski odnowionego państwa: naród buntujący się przeciwko uciskowi, przeciwko zaborcom i niesprawiedliwości jednoczy się by odzyskać niepodległość i podmiotowość. W akcie buntu ma swój udział lud, który organizuje się w duchu republikańskim, oraz elita, która wykorzystuje zaangażowanie ludzi do budowy nowych instytucji i nowego państwa.
To jednak nie był mit, który wykorzystano przy budowie III RP. Jej mitem założycielskim był mit okrągłego stołu. W powszechnej świadomości jest on konsekwencją powstania Solidarności i etapem do pokojowej transformacji ustrojowej Polski. Jednak wokół tego wydarzenia zbudowany odrębny mit. Mit Solidarności zakładał istnienie jasno określonego dobra i zła. Komunizm, socjalizm, PZPR, SB były złem, wobec którego ludzie zorganizowali się i zaczęli z nim walczyć. Inaczej natomiast było z okrągłym stołem. Jego istotą był kompromis między siłami dobra i zła, a konsekwencją – zamazanie granic między dobrem a złem. Zgoda i kompromis stały się ważniejsze od sprawiedliwości. Zło uległo przedefiniowaniu, ponieważ stało się nim to, co zagrażało kompromisowi. Co więcej, kompromis ten zawarto ponad ludem, narodem. Zawarły go elity, wybrani przedstawiciele Solidarności i PZPR. Dawnych działaczy związkowych, którzy uważali, że zło nie może być bezkarne, zmarginalizowano (wątek ten również pojawił się w trakcie debaty). Okazali się oni zbyt mało przebiegli, by uzyskać wpływ na bieżące sprawy.
Mit Solidarności stał się więc niebezpieczny dla elit III RP. Ze względu na jasne określenie sił dobra i zła został utożsamiony z nacjonalizmem, „demonami patriotyzmu”, a nawet faszyzmem.
Nie miał racji jeden z dyskutantów, który podczas debaty stwierdził, że siła mitu Solidarności tkwi w tym, że definiuje się ją pozytywnie, a nie negatywnie, tj. za czymś, a nie przeciwko czemuś. Opowiedzenie się za czymś implikuje potępienie przeciwieństwa tego czegoś. Solidarność była antykomunistyczna i to przeszkadzało ludziom, którzy tworzyli nowe państwo na bazie porozumienia z komunistami. Nie twierdzę oczywiście, że określenie tożsamości negatywnie jest wystarczające. Nie wystarczy być przeciwko czemuś – to jest oznaka niedojrzałości. Solidarność była jednocześnie przeciwko czemuś, jak i za czymś – niepodległą, wolną, praworządną Polską. Określenie się przeciwko i za czymś są nierozłączne, jak dwie strony medalu.
Obecnie władzę sprawuje ekipa postsolidarnościowa, więc wydawałoby się, że będzie ona preferowała mit solidarności niż mit okrągłego stołu, który był na rękę postkomunistom.
Władza ta jest jednak postpolityczna, a więc chce, by również Solidarność taka była. Dlatego akcentowanie tego, że Solidarność była wielka, bo była za czymś, a nie przeciwko czemuś jest na rękę obecnej władzy, która swój wizerunek buduje na prymacie zgody, apologii status quo, bezkonfliktowemu sprawowaniu władzy itp.
Jednak natura polityki jest taka, że siłą rzeczy nie da się nie być przeciwko czemuś. Powiedzmy więc otwarcie, że Solidarność była przeciwko złu, niesprawiedliwości, uciskowi i zdradzie. To jest właśnie dziedzictwo Solidarności: bunt przeciwko konkretnemu złu, niesprawiedliwości, a przede wszystkim przeciwko kompromisom ze złem i niesprawiedliwością.
Może dlatego współcześnie rządząca ekipa postsolidarnościowa niechętnie (z wyjątkami) odwołuje się do dziedzictwa Solidarności? Z pewnością nie pasuje ono ani do zamazywania granic dobra i zła, ani do wizji polityki bezkonfliktowej, czyli postpolityki.
Bartosz Fingas
Zakończyła się pierwsza z debat z cyklu „Opozycja po wrocławsku – Wrocław 80/97/2010”. W trakcie debaty w pewnym momencie został podniesiony temat: dlaczego dziedzictwo Solidarności nie jest kultywowane przez młodych Polaków? Czemu współcześnie Solidarność jest tylko pięknym hasłem nie przekładającym się na rzeczywistość? Innymi słowy, czemu w III RP mit Solidarności nie został w dostatecznym stopniu wykorzystany? Odpowiedź na to pytanie chciałbym tu naszkicować, a raczej przypomnieć to, o czym już wielu publicystów pisało.
Każda wspólnota polityczna opiera się na jakiś mitach. W dawnych czasach odwoływały się one do mitu wspólnego przodka – dotyczy to przede wszystkim świata grecko-rzymskiego oraz średniowiecznych miast. W czasach nowożytnych mity założycielskie miały inny charakter, ale również były niezbędnym czynnikiem państwowotwórczym. Jest więc rzeczą konieczną, że również III RP taki mit musiała i musi posiadać.
Solidarność była doskonałym materiałem na mit założycielski odnowionego państwa: naród buntujący się przeciwko uciskowi, przeciwko zaborcom i niesprawiedliwości jednoczy się by odzyskać niepodległość i podmiotowość. W akcie buntu ma swój udział lud, który organizuje się w duchu republikańskim, oraz elita, która wykorzystuje zaangażowanie ludzi do budowy nowych instytucji i nowego państwa.
To jednak nie był mit, który wykorzystano przy budowie III RP. Jej mitem założycielskim był mit okrągłego stołu. W powszechnej świadomości jest on konsekwencją powstania Solidarności i etapem do pokojowej transformacji ustrojowej Polski. Jednak wokół tego wydarzenia zbudowany odrębny mit. Mit Solidarności zakładał istnienie jasno określonego dobra i zła. Komunizm, socjalizm, PZPR, SB były złem, wobec którego ludzie zorganizowali się i zaczęli z nim walczyć. Inaczej natomiast było z okrągłym stołem. Jego istotą był kompromis między siłami dobra i zła, a konsekwencją – zamazanie granic między dobrem a złem. Zgoda i kompromis stały się ważniejsze od sprawiedliwości. Zło uległo przedefiniowaniu, ponieważ stało się nim to, co zagrażało kompromisowi. Co więcej, kompromis ten zawarto ponad ludem, narodem. Zawarły go elity, wybrani przedstawiciele Solidarności i PZPR. Dawnych działaczy związkowych, którzy uważali, że zło nie może być bezkarne, zmarginalizowano (wątek ten również pojawił się w trakcie debaty). Okazali się oni zbyt mało przebiegli, by uzyskać wpływ na bieżące sprawy.
Mit Solidarności stał się więc niebezpieczny dla elit III RP. Ze względu na jasne określenie sił dobra i zła został utożsamiony z nacjonalizmem, „demonami patriotyzmu”, a nawet faszyzmem.
Nie miał racji jeden z dyskutantów, który podczas debaty stwierdził, że siła mitu Solidarności tkwi w tym, że definiuje się ją pozytywnie, a nie negatywnie, tj. za czymś, a nie przeciwko czemuś. Opowiedzenie się za czymś implikuje potępienie przeciwieństwa tego czegoś. Solidarność była antykomunistyczna i to przeszkadzało ludziom, którzy tworzyli nowe państwo na bazie porozumienia z komunistami. Nie twierdzę oczywiście, że określenie tożsamości negatywnie jest wystarczające. Nie wystarczy być przeciwko czemuś – to jest oznaka niedojrzałości. Solidarność była jednocześnie przeciwko czemuś, jak i za czymś – niepodległą, wolną, praworządną Polską. Określenie się przeciwko i za czymś są nierozłączne, jak dwie strony medalu.
Obecnie władzę sprawuje ekipa postsolidarnościowa, więc wydawałoby się, że będzie ona preferowała mit solidarności niż mit okrągłego stołu, który był na rękę postkomunistom.
Władza ta jest jednak postpolityczna, a więc chce, by również Solidarność taka była. Dlatego akcentowanie tego, że Solidarność była wielka, bo była za czymś, a nie przeciwko czemuś jest na rękę obecnej władzy, która swój wizerunek buduje na prymacie zgody, apologii status quo, bezkonfliktowemu sprawowaniu władzy itp.
Jednak natura polityki jest taka, że siłą rzeczy nie da się nie być przeciwko czemuś. Powiedzmy więc otwarcie, że Solidarność była przeciwko złu, niesprawiedliwości, uciskowi i zdradzie. To jest właśnie dziedzictwo Solidarności: bunt przeciwko konkretnemu złu, niesprawiedliwości, a przede wszystkim przeciwko kompromisom ze złem i niesprawiedliwością.
Może dlatego współcześnie rządząca ekipa postsolidarnościowa niechętnie (z wyjątkami) odwołuje się do dziedzictwa Solidarności? Z pewnością nie pasuje ono ani do zamazywania granic dobra i zła, ani do wizji polityki bezkonfliktowej, czyli postpolityki.
Bartosz Fingas
Data dodania: 2010-08-31 16:44:07
Artykul przeczytano 300 razy
logowanie
Statystyki
| Wizyt ogółem | 224339 |
| Wizyt dzisiaj | 22 |
| Wizyt unikalnych dzisiaj | 9 |









